Tu mnie znajdziesz

niedziela, 16 sierpnia 2015

Dobre uczynki mi nie wychodzą

       Idę sobie z koleżanką i  moim yorkiem na wieczorny spacerek. Nagle patrzę a prawie na środku drogi siedzi piesek. Z bliska poznałam, że jest rasowy i bardzo zadbany, widać było, że nie dawno był u fryzjera. Był bardzo zagubiony. Zawołałam go a on niepewnie do nas podszedł. Byłam pewna, że komuś uciekł i teraz się błąka. Zadzwoniłam więc do drzwi posiadłości koło której stał ten pies. Drzwi otworzyła starsza pani. Spytałam czy ten pies nie należy do niej lub kogoś z jej sąsiadów. Odpowiedziała, że nie. Po chwili dołączyła do nas jej córka i jakaś inna starsza pani która akurat przejeżdżała rowerem. Stwierdziły, że nie mają pojęcia czyj może być ten pies ale przygarną go dopóki nie znajdzie się właściciel a jeśli będzie taka potrzeba to zostawią go u siebie. I tu popełniłam błąd.

        Zrobiłyśmy pieskowi zdjęcie i obiecałyśmy, że napiszemy, że znalazłyśmy psa w Internecie i że porozwieszamy ogłoszenia. Następnego dnia napisałam ogłoszenie na lokalnej grupie. Odzew był ogromny. Napisało do mnie prawie dwadzieścia osób. Oczywiście również kilka osób które "w razie potrzeby" mogą przygarnąć pieska. Wydrukowałyśmy i porozwieszałyśmy ogłoszenia w pobliżu miejsca znalezienia psa. Nawet kupiłam specjalnie na tą okoliczność kartę do telefonu.
         Gdy wróciłam do domu czekała na mnie jakaś pani, która twierdziła, że to jej piesek.  Okazało się, że znalazła moje ogłoszenie w Internecie i spytała wspólnego znajomego o mój adres.Tłumaczyła, że jakiś czas temu wyjechała na wakacje i zostawiła psa u babci, której pupil uciekł w czasie burzy. Pokazywała mi jego zdjęcia i pytała czy nie jest podobny do tego znalezionego. Była zdesperowana, na pierwszy rzut oka było widać, że bardzo przeżywa stratę. Po chwili dojechał do niej mąż. Pokierowałam ich jak trawić do tej pani i w duchu liczyłam na to, że to ich pies.


         Po jakiejś godzinie ci sami państwo znów pojawili się pod moimi drzwiami. Powiedzieli mi, że pies tamtej pani uciekł. Byłam załamana. Tamci państwo również. Podali mi swój numer telefonu i poprosili żebym w razie czego zadzwoniła. Przeszukali już wcześniej okolicę samochodem ale nie są stąd więc może traf sprawi, że znów go spotkam.
         Pluję sobie w brodę, że nie wzięłam go do siebie. U mnie na pewno byłby dobrze pilnowany i nawet gdyby okazało się, że to nie ich pies to z pewnością znalazłby nowego właściciela. Musiałam coś zrobić gdy spotkałam go wtedy na ulicy bo sama mam yorka który bez przerwy ucieka i ludzie mi go przynoszą. Mam wyrzuty sumienia bo może gdybym ja go nie znalazła to ktoś inny by go znalazł i odszukał właściciela.

          Swoją drogą zastanawiam się czy istnieje prawdopodobieństwo, że ta pani oddała komuś tego psa. Minęło za mało czasu by mówić o sprzedaży. Czy byłaby aż taką jędzą, że nie odczekałaby nawet jednego dnia? Może nie wierzyła, że będę szukać właściciela? Objechałam całą okolicę i nie widziałam nawet śladu pieska. Może teraz błąka się gdzieś samotnie albo już ktoś go przygarnął i nie zamierza szukać właściciela, w najgorszym przypadku zginął pod kołami samochodu...
Nie chciałam w chwili śmierci wspominać, że nawet nie spróbowałam pomóc drugiemu stworzeniu...

6 komentarzy:

  1. Nie obwiniaj się!
    To najgorsza rzecz jaką możesz robić w tym wypadku.
    (Pamiętaj, że nadzieja umiera ostatnia więc napisz jeszcze jedno zgłoszenie lub przejdź się po okolicy gdzie być może jest piesek)

    Pozdrawiam,
    http://prawdziwieprzezzycie.blogspot.com/
    Ps. Nie poddawaj się i zawsze miej nadzieję w lepsze jutro! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja też mam yorka ;) Strasznie byłoby mi smutno gdyby mi uciekł, nawet nie chce sobie wyobrażać co muszą przeżywać teraz właściciele zaginionego pieska, to na pewno nie twoja wina, że tak się stało, skąd mogłaś wiedzieć, że sprawy się tak potoczą :)
    http://przygody-mileny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze nie chce mowic źle ale sama wiesz, że postąpiłas po prostu jak nie powinnaś. To Ty go znalazlas i chcialas go oddac wiec nie rozumiem dlaczego oddalas go komus kto nawet nie mial pojecia gdzie go znaleziono. Duzy blad, trudno sie mowi. Po takich sytuacjach uczysz się jak zachować na drugi raz. Trzymaj się :)

    http://jungeundverliebt.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba coś źle zrozumiałeś :D Pani pod której domem znalazłam psiaka powiedziała, że się nim zaopiekuje dopóki nie znajdzie się właściciel. Miałam się z nią kłócić? :p I wtedy jeszcze nie wiedziałam czy właściciel się znajdzie a mam w domu 5 psiaków i kota. Mam sobie za złe, że nie zaproponowałam tego pierwsza ;)

      Usuń
  4. Cóż, stało się, trudno, czasu nie cofniesz. Ale nawet takie wydarzenia nam się przydaję - by wyciągnąć pewien wniosek na przyszłość :)
    Teraz nie ma sensu się obwiniać - przecież chciałaś dobrze, zrobiłaś co w twojej mocy, fakt, popełniłaś błąd, ale nie zrobiłaś tego świadomie.
    Głowa do góry ;*
    Anastazja
    anastazja-bloguje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. To nie Twoja wina. Masz bardzo dobre serce i zrobiłaś wszystko co mogłaś. Mało kto wykazał by się tak wielką odpowiedzialnością szukając właścicieli psa. Wiele osób przeszłoby obojętnie, a Ty zrobiłaś wiele i to nie Twoja wina, że piesek uciekł. Zrobiłaś co mogłaś i powinnaś z tego powodu byś z siebie dumna.


    Proszę o szczere poklikanie w dwa linki w ostatnim poście.
    To dla mnie bardzo ważne.
    Oczywiście za kliknięcia odwdzięczam się szczerymi komentarzami :)
    http://girl-with-dreeams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS | X.